uap

Płynny ołów

15.12.2016 - 06.01.2017

Wizerunki przemocy i wojny są pierwszymi, które człowiek stworzył, począwszy od prehistorycznych malowideł w jaskiniach poprzez malarstwo Ucella do XIX wiecznych panoram i propagandowych filmów wojennych, oraz transmitowanych na żywo streamingów w internecie ukazujących aktualne konflikty. Mamy zatem do czynienia z długą historią obrazowania konfliktu. Można by cytując Svena Lindqvista rzec „Od Holocenu do Holocaustu”. Chęć uchwycenia takich obrazów współdzielimy jako ludzkość – jest ona ponadkulturowa. Oczywiście różne są sposoby, skala i perswazyjność tych przedstawień. Także relacja autora do tych obrazów bywa odmienna – apologetyczna i opiewająca konlikt, czy zwycięstwo, bądź krytyczna i pełna strategii oporu. Dzisiejsza dyslokacja konfliktów wojennych i ich wirtualizacja, widzialność, a raczej paradoksalnie jej brak – pomimo militarnej penetracji – również immersyjność wojennych gier, nakazują nam przedefiniować ponownie rolę widza. Funkcja reportera wojennego zdezaktualizowała się tak jak i kiedyś malarza batalistycznego. Granica pomiędzy „cywilnym”, a „militarnym” zatarła się, nie tylko dzięki grupom rekonstrukcyjnym.


24 stycznia 2015 roku na dzielnicę Wostocznyj w Mariupolu spadły pociski z wyrzutni Grad zabijając 30 cywili i raniąc prawie 100 kolejnych. Wojciech Kossak wykonując szkice do Panoramy Racławickiej, jako austriacki oficer rezerwy nie mógł się wybrać na tereny dawnej bitwy leżącej wóczas na terenach zaboru rosyjskiego, nie będąc posądzonym o szpiegostwo. W kobiecym przebraniu udał się z narażeniem życia, aby móc wiernie odwzorować pejzaż dawnej bitwy. Dzisiaj, droga z Poznania do świeżego pola bitwy obwodu Donieckiego – Mariupola – zajmuje 2 dni jazdy pociągiem. Ale nie jedziemy tam wykonać obrazu terenu walki. Już go widzieliśmy.



Piotr Macha